wtorek, 9 kwietnia 2013

A gulasz był dobry



Wspominałam w poprzedniej notce o Węgrach, jest ich tu całkiem sporo [albo po prostu są widoczni;]. Część z Was na pewno pamięta Nikolettę, która na trzecim roku przyjechała do Krakowa na Erasmusa i chodziła na zajęcia z KRiNS-em, choć w Budapeszcie studiowała filologię ukraińską. Albo przynajmniej pamięta wielojęzykową imprezę na Dietla na klatce schodowej z widokiem na Wawel? Bo baletów w Łubu-Dubu to niektórzy na pewno nie pamiętają ;) Okazało się, że Niki robi teraz magisterkę w Puszkinie. Wpadłyśmy na siebie na schodach już w dniu przyjazdu. Ciężko stwierdzić, kto był bardziej zaskoczony – my czy ona ;)  
 
Zabłąkani Słowacy na imprezie na Dietla
Skoro już ustaliliśmy, że świat jest mały, to wróćmy do naszego akademika. Współlokator jednego z Polaków, Węgier Adam, pracuje w węgierskiej knajpie i wczoraj po południu na forum pojawiło się takie ogłoszenie: właściciel knajpy zaprasza wszystkich Polaków na kolację. Od razu padło pytanie, czy zdaje sobie sprawę, że Polaków jest tu około 50-u, ale podobno był uświadomiony. Ze względu na ograniczoną pojemność lokalu lista została zamknięta po 25 zgłoszeniach (trwało to raptem kilka minut;).

Nie wiedziałyśmy czego się spodziewać po tej imprezie. Większość osób, z którymi rozmawiałam, przyszła na kolację z pustym żołądkiem, choć cały czas żartowałyśmy, że na stołach będą tylko krakersy. Wchodzimy, a tam puste stoły, na których za moment wylądowały dwie butle wódki. W następnej kolejności szkło i chipsy. 






Niektórym średnio się uśmiechało picie na pusty żołądek, ale atmosfera zaczęła się robić ciekawa. Część rozmawiała z Węgrami, część namiętnie grała w piłkarzyki, a wszyscy czekali na gulasz. Ale gdy już się pojawił… nie wiedziałam, że mięso w gulaszu może być takie dobre, ani twarde, ani gumiate. Chleb też był wyjątkowy, bo był normalny. Moskiewskie wyroby chlebopodobne nie umywają się na naszego pieczywa!

Tyle zostało z drugiej miski gulaszu, zanim się zorientowałam, że powinnam zrobić zdjęcia!
Część dziewczyn zmyła się wcześniej w poszukiwaniu jedzenia, część o północy, by zdążyć na ostatnie metro (ja osobiście zaczynałam już przysypiać po zarwanej niedzielnej nocy, niektórym przestało odpowiadać zachowanie wstawionych gospodarzy). Ale kilka osób zostało z zamiarem zabawy do rana, zwłaszcza, że zaraz przed dwunasta zaczęły się tańce.   

   
Przy okazji dowiedziałam się wczoraj, że część osób z Puszkina czyta tego bloga i aż mi głupio teraz pisać;) A niektórzy czytelnicy z Polski narzekali na mało treści w notkach, więc dziś dostaliście elaborat.

Ktoś ma jeszcze jakieś uwagi, wnioski, zażalenia i pomysły? To proszę o info w komentarzach:)
Pozdrawiam, Klara

8 komentarzy:

  1. gulasz to było węgierskie niebo w gębie
    juli julia

    OdpowiedzUsuń
  2. W Polsce też dobry gulasz robimy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będę mieć okazję, to porównam ;)

      Usuń
  3. ale że 25 osób się upiło 2 butelkami wódki? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie, jedyne, czego na tej imprezie na pewno nie brakowało, to wódka!

      Usuń
  4. - Jak się może dogadać Polak z Węgrem?
    - Przy wódce po rosyjsku

    OdpowiedzUsuń
  5. http://i45.tinypic.com/20jpr9v.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, tylko jak dziewczyny próbowały wczoraj wznieść toast to wyszło im: "i do wódki, i do szklanki" :)

      Usuń